Sprawozdanie pióra Nadii: "Pojechało nas pięcioro. Dla większości z nas była to pierwsza przygoda z Wilczym Tropem. Po wielu historiach o starych edycjach przybyliśmy na miejsce uzbrojeni w wiadro i bukłaki. Kierując się znakami, dotarliśmy do obozowiska w głębi lasu. Ognisko, głośne rozmowy, brak turystów. Już wtedy wiedziałam, że to będzie udany wyjazd. Nazajutrz po wieczornej integracji wyczołgaliśmy się z namiotów, aby przygotować się do wymarszu. Wojownicy zostali podzieleni na dwie ekipy: broniących i atakujących świątynię. My zostaliśmy przydzieleni do tej drugiej, więc mieliśmy jeszcze chwilę w obozowisku na zebranie sił, podczas gdy broniący ruszyli przygotować się na nasz atak. Przemarsz był naprawdę ekscytujący. Szliśmy w ciągłym napięciu, wypatrując wroga, zwłaszcza że oddział Czarnego Węża został wyznaczony do pilnowania przodu oraz tyłu kolumny. Po drodze nie doszło do żadnej potyczki. Prawdziwe starcie miało miejsce dopiero przed samą świątynią, gdzie udało nam się pokonać obrońców bez większych problemów. Warto tutaj wspomnieć o mężnym Brynjolfie, który przeszedłszy długą drogą, aby stanąć do walki, przyjął pierwszą strzałę wroga na siebie. Sława mu! Aby urozmaicić drogę powrotną, zorganizowaliśmy jeszcze kilka starć, tym razem zachowując małą odległość między ekipami, aby mieć pewność, że na siebie trafimy i że dojdzie do walki. Ten przemarsz pokazał nam, jak ciężko chodzi się w sprzęcie bojowym (już nie mówiąc o wbieganiu pod górkę!). Do tego wszyscy przekonaliśmy się, że bukłak z wodą na głowę to za mało jak na taką wyprawę. Nauczka na przyszłość: lżejszy sprzęt bojowy i niewolnik do noszenia hektolitrów wody. Gdy dotarliśmy do obozowiska, rzuciliśmy się na wszystko, co nadawało się do picia, a po orzeźwiającej kąpieli w rzeczce, drzemka była nieunikniona. Zasnęliśmy zwinięci razem w namiocie jak prawdziwe kłębowisko węży. Całe szczęście, że Owca i Bjorn zdołali wstać do turnieju indywidualnego, w którym Bjornowi udało się zająć pierwsze miejsce. Sława mu! Reszta niestety została pokonana przez sen. Ostatni wieczór spędziliśmy objadając się przepysznym gulaszem z jelenia i bawiąc się do późna z innymi uczestnikami. Oczywiście z drużyną Grodu Horodna nie mogło też zabraknąć wspólnym śpiewów przy ognisku. Wilczy trop był naprawdę niesamowity. Według mnie jedna z najciekawszych imprez dla rekonstruktorów. Choć pozostał nam niedosyt atrakcji w niedzielę, to i tak będę bardzo dobrze wspominać ten wyjazd i mam nadzieję, że za rok będziemy mogli zjawić się w większym gronie." Sława Organizatorom - Drużynie Grodów Czerwieńskich oraz Podlaskiemu Stowarzyszeniu Rekonstrukcji Historycznych "Trzaskawica" ! Zdjęcia dzięki uprzejmości Drużyny Grodów Czerwieńskich

Post Image
2 udostępnienia
1 komentarze

Nasza drużynniczka Nadja - zwyciężczyni kobiecego turnieju wojowników na Wolinie. Sława jej!

Post Image
2 udostępnienia
5 komentarze
Arrow down
Arrow up
Projekt Weronika Choroś Realizacja Rafał Adamski